Logotyp serwisu miumag.eu

Portrety z pleśni to nowy trend w mediach społecznościowych. Obrzydliwie fascynujące?

Lidia Dębicka | Utworzono: 2026-01-25
Portrety z pleśni brzmią dziwnie, ale ta niecodzienna sztuka wygląda fascynująco.

Spis treści


Portrety z pleśni, czyli sztuka, która… żyje własnym życiem
Portret, który nie pokazuje wyglądu. Jak powstaje mold art?
Dlaczego to nas tak odpycha (i przyciąga jednocześnie)?
Obrzydliwe czy genialne? A może jedno i drugie?
Pytania i odpowiedzi

Czy coś, co zwykle wyrzucamy do śmieci, może stać się sztuką? Instagram mówi dziś wyraźnie: tak. Portrety z pleśni, nazywane również bio portretami, to jeden z najbardziej kontrowersyjnych trendów ostatnich miesięcy – balansujący na granicy obrzydzenia, fascynacji i bardzo świadomej sztuki konceptualnej. Jedni przewijają je w panice, inni zapisują do kolekcji art inspo. O co w tym wszystkim chodzi?

 

W tym artykule przeczytasz:

  • czym są portrety z pleśni i skąd się wzięły,
  • jak wygląda proces powstawania bio portretu,
  • dlaczego sztuka z pleśni budzi tak skrajne emocje,
  • czy to tylko instagramowy szok, czy realna sztuka.

 

Zobacz też: Ryzykowne piękno z TikToka. Nowy trend może kosztować zdrowie

 

Portrety z pleśni, czyli sztuka, która… żyje własnym życiem

 

Bio portrait to portret z pleśni, tworzony z wykorzystaniem niewidocznych gołym okiem zarodników obecnych na ludzkiej skórze. Metoda została spopularyzowana m.in. przez Dashę Pleshen i polega na pracy z tym, co na co dzień pozostaje niewidzialne: ludzkim mikrobiomem. Artysta pobiera materiał biologiczny – często poprzez dotyk lub kontakt skóry z powierzchnią – a następnie hoduje go w kontrolowanych warunkach laboratoryjnych.

Sekretem są tu czas i środowisko: odpowiednia wilgotność, światło oraz brak ingerencji w naturalny rozwój mikroorganizmów. Proces trwa tygodniami i pozwala ujawnić indywidualny, unikalny mikrobiom konkretnej osoby. Efektem nie jest ilustracja twarzy ani realistyczny wizerunek, lecz abstrakcyjny zapis obecności: bio portret.

 

Bio portret przedstawiający różnokolorowe kolonie mikroorganizmów w szalce Petriego, trzymanej przez osobę w jaskraworóżowych rękawiczkach ochronnych. Na przezroczystej pożywce widać fantazyjne, organiczne formy przypominające portrety z pleśni, utrzymane w intensywnych odcieniach fioletu, różu i zieleni. Kompozycja ukazuje niezwykłą estetykę świata mikroskopijnego, gdzie biologia staje się formą sztuki.

fot. Instagram @dashaplesen

 

Portret, który nie pokazuje wyglądu. Jak powstaje mold art?

 

W przeciwieństwie do klasycznego portretu – ten z pleśni nie reprezentuje fizycznych cech. Nie odtwarza rysów, nie interpretuje emocji, nie estetyzuje ciała. Zamiast tego ujawnia coś znacznie bardziej pierwotnego: biologiczny ślad istnienia.

Po zakończeniu procesu hodowli gotowy wzór jest konserwowany w żywicy epoksydowej. Ten etap ma kluczowe znaczenie – pleśń nie jest już „żywa” w sensie biologicznym, a praca zostaje utrwalona jako obiekt artystyczny. Dzięki temu bio portret przestaje się zmieniać i może funkcjonować jak tradycyjne dzieło sztuki: być wystawiany, kolekcjonowany i archiwizowany.

 

Szczegółowe zbliżenie na bio portret stworzony z gęstych, puszystych kolonii grzybów i bakterii o bogatej teksturze. Na powierzchni dominują szaro-niebieskie, pierzaste struktury oraz drobne, żółte i pomarańczowe kropki, które tworzą unikalne portrety z pleśni. Całość przypomina abstrakcyjny krajobraz pełen naturalnych wzorów i żywych barw wyhodowanych w laboratorium.

fot. Instagram @dashaplesen

 

Dlaczego to nas tak odpycha (i przyciąga jednocześnie)?

 

Pleśń kojarzy się z rozkładem, chorobą, zagrożeniem. Instagram – z perfekcją, estetyką i filtrem clean girl. Zderzenie tych dwóch światów działa jak zimny prysznic. Portrety z pleśni łamią algorytmiczną estetykę piękna, do której przyzwyczaiły nas media społecznościowe.

To sztuka, która nie chce się podobać. Wręcz przeciwnie – często celowo testuje granicę obrzydzenia, zmuszając widza do zatrzymania się na dłużej. Czy patrzymy dlatego, że to brzydkie? Czy dlatego, że prawdziwe?

 

Artystyczny bio portret przedstawiający zróżnicowany ekosystem mikroorganizmów w szalce Petriego, zanurzonych w głębokich odcieniach morskiego granatu i turkusu. Kompozycja ukazuje puszyste, białe wykwity pleśni oraz pofałdowane, miętowe struktury, które tworzą unikalne portrety z pleśni o bogatej, niemal trójwymiarowej teksturze. Całość przypomina podwodny krajobraz lub nocne niebo, łącząc surową biologię z malarską estetyką.

fot. Instagram @dashaplesen

 

Obrzydliwe czy genialne? A może jedno i drugie?

 

Portrety z pleśni wpisują się w długą tradycję sztuki, która operuje dyskomfortem. Takiej, która nie daje łatwych odpowiedzi i nie kończy się na „ładne”. To trend, który nie musi się wszystkim podobać, by mieć sens.

Być może właśnie dlatego tak dobrze funkcjonuje w mediach społecznościowych – jako kontrapunkt dla sterylnej perfekcji. Bo w świecie filtrów i retuszu pleśń przypomina o czymś bardzo pierwotnym: że wszystko, nawet obraz, ma swój czas. I że sztuka czasem najlepiej działa wtedy, gdy trochę… odrzuca.

 

Może Cię zainteresować: Pierwsza taka lalka w historii Mattel. Ta Barbie… unika kontaktu wzrokowego – nie bez powodu

 

Pytania i odpowiedzi

Czym są portrety z pleśni?

To forma bioartu, w której portret powstaje z mikroorganizmów obecnych na ludzkiej skórze, ujawniających indywidualny mikrobiom.

Jak powstaje bioportret?

Materiał biologiczny pobierany ze skóry jest hodowany w kontrolowanych warunkach, a gotowy wzór zostaje utrwalony w żywicy epoksydowej.

Czy portrety z pleśni są bezpieczne?

Tak, proces odbywa się w kontrolowanych warunkach, a finalna praca nie zawiera aktywnych mikroorganizmów.

Dlaczego portrety z pleśni budzą kontrowersje?

Pleśń kojarzy się z rozkładem i zagrożeniem, co stoi w kontraście do estetyki mediów społecznościowych.

Czy to tylko trend z Instagrama?

Nie. Choć zyskały popularność w mediach społecznościowych, bioportrety są świadomą praktyką artystyczną z obszaru bioartu.

 

Zdjęcie główne: Instagram @dashaplesen

Lidia Dębicka Avatar

Lidia Dębicka od ponad piętnastu lat zgłębia tajniki astrologii, a pierwsze horoskopy pisała jeszcze w czasach studenckich, gdy fascynacja nocnym niebem zaczęła przeobrażać się w jej życiową ścieżkę. Z wykształcenia humanistka, od 2010 roku profesjonalnie zajmuje się analizą układów planetarnych i interpretacją faz księżyca, które potrafi przekładać na praktyczne wskazówki wspierające codzienność czytelników. W swojej pracy korzysta również z tarota, a znajomość symboliki gwiazd i planet łączy z wiedzą o rytuałach wellness oraz holistycznym podejściu do życia.

Poza astrologią interesuje się dietetyką i zdrowym stylem życia — od lat testuje najnowsze kuracje, diety roślinne i zabiegi wellness, by dzielić się z czytelniczkami sprawdzonymi doświadczeniami. Prywatnie podróżniczka, która każdą podróż stara się zsynchronizować z rytmem księżyca i lokalną tradycją, wierząc, że kosmiczna energia i kultura miejsca wzajemnie się przenikają.

Dzięki wieloletniemu doświadczeniu i osobistemu zaangażowaniu, jej teksty wyróżniają się nie tylko ekspercką rzetelnością, ale też intymnym tonem i autentycznością, które sprawiają, że czytelnicy wracają do nich jak do rozmowy z zaufaną przewodniczką po świecie gwiazd i codziennych rytuałów.

viral

AI jako twój nowy przyjaciel? Poznaj kontrowersyjny naszyjnik, który słucha i wspiera

trend alert