Na kilka minut przed otwarciem drzwi dla gości Dawid Woliński zabrał nas do swojego świata pełnego inspiracji, wyrafinowanego krawiectwa i detalu. Nadal nie wiedział, czy podczas finału wystąpi w marynarce, czy w jednej ze swoich pierwszych, stworzonych specjalnie na potrzeby najnowszej kolekcji na sezon 2026/2027 – bluz dresowych. Ostateczne decyzje pozostawił na ostatnią chwilę, ponieważ — jak sam mówi — podczas prezentacji chce zaskakiwać również siebie. MIUMAG po raz trzeci objęło patronatem prezentację projektanta i było jedynym medium zaproszonym do rozmowy tuż przed wydarzeniem. O kolekcji, pierwszych męskich sylwetkach, różowej pannie młodej i ulubionych stylizacjach z Dawidem Wolińskim rozmawiała redaktor naczelna MIUMAG, Paula Jarosz.

PAULA JAROSZ, redaktor naczelna MIUMAG: Trzeci rok z rzędu jesteśmy patronem twojego pokazu, twojej prezentacji. Czym nas dzisiaj zaskoczysz?
DAWID WOLIŃSKI: Czym was dzisiaj zaskoczę? Mam nadzieję, że co roku czymś was zaskakuję, bo bardzo się staram. Przede wszystkim w swojej pracy próbuję jednak zaskoczyć samego siebie. To dla mnie bardzo ważny dzień. Lubię go i rzeczywiście udaje mi się siebie zaskoczyć.
W ostatniej chwili zmieniamy stylizacje i modelki, wymieniamy spódnicę na sukienkę, górę czy płaszcz. Nagle pojawiają się opaski, zmieniamy fryzury. Wszystko to sprawia, że dopiero podczas próby generalnej naprawdę widzę tę kolekcję — mimo wcześniejszych przymiarek.
Zazwyczaj, kiedy bardzo mocno się do czegoś przygotowuję, w dniu wydarzenia zostaje już tylko praca i nie ma żadnej niespodzianki. Tutaj pozostawiam sobie pewną dozę niepewności. W dniu, który dla wszystkich wiąże się z oczekiwaniem i ekscytacją, sam również mogę ją poczuć. Nie chodzi tylko o finał, ale także o zadowolenie z tego, co zrobiłem.

A kiedy czujesz, że kolekcja jest już pełna i gotowa? Kiedy wiesz, że to właśnie to?
Mamy taką tradycję, że przygotowujemy pięć looków więcej. Kiedy jesteśmy w stanie usunąć z kolekcji pięć sylwetek i zostaje sama esencja, mówię: „Dobra, jesteśmy gotowi”.
W tym sezonie mamy 35 looków. Pięć wyrzuciliśmy, ale dołożyliśmy trzy męskie, więc to również będzie zaskoczenie.

Właśnie — pojawia się u ciebie kolekcja męska.
Ona trochę się pojawia i trochę nie pojawia. Szyję dla siebie sporo rzeczy w pracowni i niektóre z nich okazują się tak świetne, że mówię: „Dobra, możemy je pokazać”. W ten sposób powstaje kolekcja męska.
Mam również klientów, nie tylko klientki. Tworzymy dużo męskich spodni — zarówno bardziej wymyślnych i skomplikowanych, jak i opartych na klasyce, ale zawsze z pewnym twistem. Kocham te rzeczy. Wziąłem więc kilka projektów ze swojej szafy i dzisiaj zobaczycie je na wybiegu.

Znalazłoby się kilku mężczyzn, którzy chcieliby wyglądać tak jak ty. Teraz będą mieli taką okazję?
Tak, będą mieli okazję. I to ze wszech miar, ponieważ jeszcze kilka innych marek otrzyma moje wolińskie dotknięcie.

Chciałam cię właśnie zapytać o ten temat, bo szykuje się u ciebie sporo współprac. Zająłeś się również creative direction.
To bardzo ciekawe wyzwanie. Marka Kazar poprosiła mnie, żebym został jej dyrektorem kreatywnym i stworzył kolekcję ready-to-wear. Było to dla mnie dużym wyzwaniem, ale również pewnym zwieńczeniem wieloletniej pracy.
Nareszcie jestem na takim etapie życia, na którym ludzie korzystają z mojej wiedzy zdobywanej przez 26 lat pracy w zawodzie. Mam duże doświadczenie i dzięki temu realizowanie ogromnych projektów jest dla mnie tak przyjemne i łatwe, że właściwie nie odczuwam zmęczenia. Czuję wyłącznie satysfakcję.

Czym różni się projektowanie dla dużej marki odzieżowej, obecnej na szerokim rynku, od tworzenia tej kolekcji — intymnej i trochę tajemniczej?
Nie chcę powiedzieć, że to zupełnie inny rodzaj projektowania, ale na pewno jest to zupełnie inna sytuacja. Samo projektowanie pozostaje takie samo: trzeba skupić się na odbiorcy, usłyszeć go i zrozumieć jego potrzeby.
Co determinuje kolekcję ready-to-wear? Przede wszystkim użyteczność: to, gdzie i w jaki sposób ludzie chcą nosić te ubrania. Rdzeniem kolekcji musi być odzież codzienna, ale nie może być pozbawiona smaczków, przyjemności i nagród związanych z sukcesami. Taką nagrodą może być sukienka na pierwszą lub kolejną randkę, na sylwestra albo Wigilię. Najpierw tworzymy więc mocny trzon, a później dodajemy do niego nagrody. Tak nazywam rzeczy, które wychodzą poza codzienne zastosowanie: są mniej casualowe i bardziej wyjątkowe. Dorzucamy wisienki na torcie. To bardzo przyjemny proces. Masz mocną kolekcję, a obok pojawia się zielona albo żółta sukienka, coś w groszki, apaszka czy szpilki w panterkę. Wszystko razem daje ogromną przyjemność — na pewno mnie.
Kocham projektować. Chyba nigdy w życiu nie robiłem niczego innego. Powiem wam coś, co może zabrzmieć dziwnie: mimo 26-letniej kariery czuję się tak, jakbym nie spędził w pracy ani jednego dnia. Projektowanie sprawia mi wyłącznie ogromną przyjemność. Jestem więc właściwie bezrobotny, bo wszystko, co robię, daje mi taką frajdę i radość.
Najwięcej pracy w moim życiu wiąże się chyba z telewizją, czyli z programem „Top Model”, ale ale daje ogromną satysfakcję, ponieważ stajemy się mentorami młodych ludzi. Zmieniamy ich życie. Osoby, które rzeczywiście chcą je zmienić i właśnie w tym celu przychodzą do programu, dostają taką możliwość. Nie zrobimy za kogoś kariery i nie przeżyjemy za niego życia, ale możemy dać mu szansę. To właśnie oferuje ten program i to dajemy my. Mam więc podwójną satysfakcję. Mogę realizować rzeczy, o których wiele osób marzy, a sam robię je z ogromną przyjemnością.

Powiedziałeś o tych nagrodach. Jaka jest twoja nagroda w tej kolekcji?
Ach, wszystko! Naprawdę wszystko. Męskie sylwetki są tylko trzy, ale wszystkie należą do moich ulubionych.
Jest piękna, satynowa koszula w odcieniu głębokiej butelkowej zieleni, który uwielbiam. Do niej świetny czarny tank top z jedwabiu oraz szalowa narzutka pojawiająca się zarówno w damskiej, jak i męskiej kolekcji. Całość dopełniają szerokie, klasyczne spodnie — trochę przypominające spodnie dziadka, ale w eleganckiej, czarnej wersji.
Naprawdę wszystko tutaj jest. Czuć silny vintage vibe, ale jednocześnie jest dużo nowoczesności i pewnej nonszalancji. Sporo się dzieje, mamy wiele różnych faktur. Chyba nie istnieje tutaj żadna zupełnie prosta rzecz.

Pojawiły się również bluzy.
Tak, mamy świetne bluzy dresowe.

W końcu! Po ilu latach?
Po 26 latach. Ale bluzy nie staną się naszym rdzeniem. To chwilowa potrzeba — po prostu potrzebowałem dobrej bluzy dresowej w swojej szafie.
Są świetne. Mam wersję z ogromnymi poduchami na ramionach, ale jest również wariant miękki, bardziej soft. Kocham te bluzy. Cały czas zastanawiam się, czy podczas finału pokazu wystąpić w marynarce, czy właśnie w bluzie dresowej. Bluza już czeka, jest wyprasowana, ale decyzję podejmę później.
I to właśnie wraca do tematu zaskoczeń. Mówiłem, że chcę zaskakiwać nawet samego siebie, dlatego zdecyduję w ostatniej chwili, w czym wyjdę. Oczywiście pod warunkiem, że zdążę się przebrać.

Opowiedz mi w takim razie o swoim moodboardzie na 2027 rok. Z jakich elementów składała się ta kolekcja? Co pojawiło się na tablicy z inspiracjami?
U mnie moodboard właściwie nie istnieje. Wchodzę do pracowni, dotykam tkaniny i nagle coś widzę. Jedna rzecz odpada z kolekcji, inna do niej dochodzi.
Wracam z wakacji, na których zobaczyłem piękne frędzle, i nagle frędzle wchodzą do kolekcji. Zawsze trochę się ich baliśmy. Wydawały nam się ryzykowne, bo kobiety często kojarzą je z Dzikim Zachodem.
My pokazaliśmy je w bardziej ekskluzywnej wersji — trochę cygańskiej, trochę wyjętej z dziwnej powieści. Przypominają mi uciekającą turecką księżniczkę. Zobaczycie, bo naprawdę dużo się dzieje. Jest w tym sporo tajemnicy.
Oczywiście króluje czerń, ale nagle zaskoczy was panna młoda. Jest w całości fluo pink i ma fluorescencyjnie różowy welon. Nasza panna młoda jest więc kolorowa.

Od dzisiaj do ślubu idziemy w różu.
Mam taką nadzieję. Ta sukienka jest tak piękna, że myślę, iż skradnie serca wielu dziewczynom.

Jaka jest tegoroczna suknia Perlage?
Kompletnie inna. „Silver Gypsy”. To dziewczyna we frędzlach i lekko podartej sukience. Zamiast klasycznej góry ma chustę z frędzlami, wiązaną na szyi. Pełne szaleństwo.
Mam nadzieję, że wam również się spodoba. W tym przypadku chciałem trochę odpiąć wrotki. Suknia Perlage jest w tym roku srebrna i ma zupełnie inną formułę.

A jaki jest przepis na dziewczynę Dawida Wolińskiego — od włosów i makijażu po całą stylizację? Gdybyś został dyrektorem kreatywnym jej wizerunku, co byś wybrał?
Mocne buty, naprawdę efektowne szpilki, a do tego świetna spódnica. Kocham długość siedem ósmych, ponieważ daje kobiecie siłę.
Do tego fryzura, która jest jednocześnie zrobiona i niezrobiona. Zdrowe, piękne, świetnej jakości włosy, ale jakby niedbale spięte albo rozpuszczone. Coś założone za ucho, pojedyncze pasma swobodnie wypuszczone — to jest mój przepis na dziewczynę Dawida Wolińskiego.
A najlepiej, jeżeli dołoży do tego jeszcze za duży płaszcz po chłopaku. Wtedy całość jest naprawdę ekstra.

Ostatnie pytanie, takie bonusowe… Gdybyś mógł objąć kierownictwo artystyczne jednego światowego domu mody, który byś wybrał i dlaczego?
Jezu… Ostatnio właśnie o tym myślałem. Czego właściwie bym chciał, gdyby mi się jeszcze chciało? Tak naprawdę wybrałbym Jean Paul Gaultier, ponieważ kocham tę markę. Niewiele marek na świecie pozostało dziś naprawdę kreatywnych. Większość działa bardzo mocno marketingowo, a znacznie mniej twórczo. Schiaparelli jest już dla mnie odrobinę za mocne.
Inną marką, która niestety upadła, jest Lacroix. To zawsze był totalny luksus — niewymuszony, kipiący złotem i kolorem. Kobieta w Lacroix była kimś wyjątkowym.
Mam przyjaciółki z Madrytu, które brały ślub jeszcze w czasach, kiedy Lacroix funkcjonował. Wszystkie dziewczyny obecne na ślubie i weselu były ubrane w jego projekty. To była feria luksusu: satyny, kamieni wszywanych w sukienki i pięknych jedwabnych szpilek. Do tego rajstopy w kolorze, który pozornie do niczego nie pasował: pistacjowa sukienka, pomarańczowe rajstopy i różowe buty.
Było w tym coś niezwykle luksusowego, na co właściwie nikt inny nie mógł sobie pozwolić. To było cudo. Dzisiaj moda często polega na tym, żeby być trendy i zmieścić się w określonym kanonie. A moda nie powinna mieścić się w kanonie. Tak uważam.

Dziękuje bardzo za rozmowę.
Dziękuję.
