“Daj se era”, czyli jak Gen Z i Millenialsi stawiają siebie na pierwszym miejscu

Spis treści
Self-care bez wstydu
Maseczka, świeca i dobry serial
Prawie każdy używa, prawie nikt o tym nie mówi
Zmiana na półkach drogerii, zmiana w polskich domach
Hasztag #selfcareSunday zalicza na Instagramie i TikToku rekordy popularności każdego roku, ale to, co się pod nim kryje, w 2026 roku wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze pięć lat temu. Wieczorna maseczka i kubek herbaty nadal są obowiązkowe, ale coraz częściej pojawiają się rzeczy, o których pokolenie naszych matek wstydziło się mówić, a pokolenie babć nie mogło. “Daj se era” to trend, który polega na maksymalizowaniu własnej przyjemności i kupowaniu sobie samej prezentów, zamiast czekaniu, aż zrobi to ktoś inny. Jakie niespodziewane produkty self-care trafiają do koszyków coraz częściej?
Self-care bez wstydu
Pierwsze i najgłośniejsze przełamanie tabu zaszło w samym dziale wellness. Według raportu Mordor Intelligence z lutego 2026 roku globalny rynek sexual wellness, czyli akcesoria, lubrykanty, prezerwatywy i suplementy intymne, był w 2025 roku wart 43,27 mld dolarów, a w 2030 r. ma sięgnąć 62,32 mld dolarów. Ponad połowa, dokładnie 53,55%, tej sprzedaży idzie dziś przez kanał online, który rośnie szybciej niż jakikolwiek inny, jego tempo szacuje się na aż 11,48% rocznie.
Druga, mniej spektakularna, ale jeszcze ważniejsza zmiana zaszła w samym miejscu zakupów. Półka, która jeszcze pod koniec lat 2000. była zarezerwowana dla wąsko wyspecjalizowanych sklepów, w międzyczasie weszła do mainstreamowego handlu. Lidersy amerykańskiego rynku: CVS i Walgreens, zaczęły sprzedawać akcesoria intymne już w 2008 roku; potem dołączyli do nich kolejni branżowi giganci: Walmart i Target. W lutym 2022 r. własną kategorię „Intimate Care” ogłosiła także w Polsce pierwsza drogeria kosmetyczna, a w 2023 r. ruszyła z nią znana marka kosmetyczna, normalizując już całkowicie obecność zabawek erotycznych w sklepach z kosmetykami i na ich stronach internetowych. Zjawisko łamania tabu i większej otwartości społecznej na kwestie intymne, zyskało w mediach określenie „seismic cultural taboo toppling”.
Na polskim rynku również obserwujemy ten trend, świetne warunki do jego popularyzacji stwarza model drogerii health & beauty (apteka, drogeria i perfumeria pod jednym dachem), który reprezentuje sieć Super-Pharm. Szykując się więc na relaksujący wieczór z samą sobą, nie musimy odwiedzać dwóch sklepów lub czekać na dostawę dwóch przesyłek. Wszystko co potrzebne do wieczornego rytuału w stylu “daj se era” znajdziemy pod jednym dachem lub zamówimy w jednym pudełku razem z rzeczami codziennego użytku. A jeśli mieszkasz w większym mieście, istnieje duża szansa, że możesz skorzystać z ekspresowej dostawy, nawet w 30min.
Maseczka, świeca i dobry serial
Podobnie jak dekadę temu, „me time” zaczyna się od pielęgnacji. Tu mainstream beauty zdążył już wszystko nazwać: TikTok-owe „glow up Sunday”, „everything shower” jako wielogodzinny rytuał oczyszczania, „morning shed” z folią ochronną na włosach na noc, sheet mask jako obowiązkowy element wieczoru z serialem. Marki kosmetyczne grają tę grę otwarcie, projektując opakowania tak, żeby ładnie wyglądały w kadrze pionowego wideo, bo wiedzą, że jeśli produkt nie nadaje się na rolkę, to dla Gen Z prawie że nie istnieje.
W kategorii maseczek do twarzy wybór jest dziś tak rozbudowany, że poza składnikami aktywnymi, możemy wybierać z wielu rodzai nakładania oraz czasu trzymania na twarzy. Do najpopularniejszych należą:
- w płachcie (sheet mask): szybkie, jednorazowe, idealne na 15–20 minut „dla siebie” przed snem;
- hydrożelowe: chłodzące, przylegające do skóry, lubiane za efekt natychmiastowego ukojenia;
- glinkowe i oczyszczające: na cerę mieszaną i tłustą, klasyk „resetu” po długim tygodniu;
- rozjaśniające z witaminą C: wieczorny zabieg „glow”, którego efekt widać już następnego ranka;
- śpiące (overnight): działają w nocy, kiedy my odsypiamy całą resztę.
Nawet jeśli widoczne efekty nie są spektakularne, to zmiana dla psychiki jest zauważalna od razu. Już jeden samotny wieczór, spędzony na relaksie i pielęgnacji, przynosi ulgę od stresu i większą energię następnego dnia, a co dopiero po wprowadzeniu tego elementu do swojej cotygodniowej rutyny.
Prawie każdy używa, prawie nikt o tym nie mówi
Self-care bez dwóch zdań zaliczyć możemy do bardziej intymnych rytuałów, relaksująca atmosfera pielęgnacji, nierzadko zachęca do zgłębiania także tej fizycznej przyjemności. Język, którym mówi się dziś o tych aspektach, jest celowo i konsekwentnie wellnessowy: „intymny self-care”, „pleasure time”, „body literacy”. Marki, które zdejmują tabu z tematu intymności i normalizują dbanie o swoją przyjemność fizyczną, wprowadzają na rynek coraz więcej akcesoriów w nomenklaturze i estetyce nie do odróżnienia od kosmetycznych. Królują minimalistyczne opakowania w pastelach, certyfikaty bezpieczeństwa materiałów, instrukcje bardziej przypominające ulotki suplementów niż katalogi z lat 90. To celowa, świadoma operacja na języku i estetyce, która minimalizuje uczucie wstydu i zachęca do zakupów świadomych i z myślą o własnej przyjemności.
Asortyment, który dziś trafia do mainstreamowych drogerii, jest też zauważalnie inny niż ten z dawnych sex shopów. W kategorii zabawek erotycznych duży udział mają produkty „solo-friendly”, od dyskretnych masażerów po stymulatory zaprojektowane z myślą o łatwym czyszczeniu i bezpiecznych, hipoalergicznych materiałach (najczęściej silikon klasy medycznej). Dochodzą do tego lubrykanty na bazie wody i silikonu, prezerwatywy w wariantach hipoalergicznych i bardzo cienkich, akcesoria dla par i produkty pielęgnacyjne wprost stworzone pod ten obszar. Wspólnym mianownikiem jest jakość, dyskrecja i język edukacyjny, czyli dokładnie ten sam standard, jakiego pokolenie 20+ wymaga od pielęgnacji twarzy. Dzięki tej zmianie, półki z kosmetykami i akcesoriami erotycznymi możemy znaleźć w jednym sklepie i na jednej stronie internetowej. Możemy zamawiać w tej samej paczce nowy fluid, maskarę i wibrator bez obawy o mało dyskretną przesyłkę.
Zmiana na półkach drogerii, zmiana w polskich domach
“Daj se era” spopularyzowane przez Julię Żugaj to nazwa, która przeminie jak wiele internetowych trendów. Głęboko wierzymy jednak, że w kobiecej codzienności zostaną nowe nawyki i nowe produkty, które stawiają nas samych na pierwszym miejscu.
To zdrowa zmiana dla kolejnych pokoleń. Brak wstydu związany z dbaniem o siebie i sprawianiem sobie przyjemności, ale także otwartość na rozmowy o seksualności i o bezpiecznym jej eksplorowaniu. Rzadko towarzyszą tej zmianie głośne bilbordy i reklamy, ale w polskich domach stale rośnie ilość rozmów między pokoleniami, o przyjemności, o dbaniu o siebie i o zdrowiu.
Artykuł sponsorowany
Nowe restauracje na lato 2026 w Warszawie. Te miejsca za chwilę będą najtrudniejsze do zarezerwowania
Luwr i sekrety mistrzów w Twoich słuchawkach. Oto najlepsze podcasty o sztuce, które musisz poznać
Przed nami Super Bowl 2027: Kto zastąpi Bad Bunny’ego?
Włoska moda po raz kolejny zachwyca Polki. Te 3 trendy będziemy nosić jesienią i zimą 2026
Kultowe dziennikarki w filmach – bohaterki, przez które chciałyśmy pracować w redakcji
Romeo Beckham w roli projektanta! Dziedzic fortuny zaczyna własny biznes
Fryzury w stylu lat 90. na wiosnę 2026 – trendy z klasą, które uderzają w nostalgię
Wyglądają jak „milion dolarów”. Mydlane stopy to najczystszy i najbardziej luksusowy trend sezonu
Te 5 produktów wybieram jako redaktorka mody na lato 2026